Kategorie
Bez kategorii

Która z mądrych Głów pogodzi Nas znów?

„Każdy chce ojczyzny, ale podług siebie i z sobą; zawsze tak u nas bywało. ”[1]
/H. Kajsiewicz, Kazanie o pokucie/
Lejtmotywem odbywających się w Polsce kampanii politycznych, poprzedzających wybory różnego typu, stało się wezwanie do odbudowania wspólnoty. Logiczne, jeśli się rujnowało, to trzeba restaurować. W rzeczywistości te apele służą dobrze pojętemu interesowi stricte politycznemu – zdobyciu lub utrzymaniu władzy. Strategię „rozbiórkowo-remontową” dostosowuje się do zmieniających się nastrojów społecznych. Póki co, narodowi polskiemu raczej nie grozi katastrofa, jakkolwiek w znaczeniu politycznym ma się on gorzej niż w znaczeniu etnicznym. W dziele odbudowy może chodzić o jakieś rudymentarne międzyludzkie porozumienie, o sposób odnoszenia się do siebie nawzajem, o potrzebę bycia usłyszanym i wysłuchanym, o umocnienie pluralistycznego społeczeństwa obywatelskiego.

W omawianym przypadku, zgoda rozumiana jako jednomyślność jest utopią. Poszczególni ludzie nie są jednakowi, więc niejako z natury ich poglądy i interesy również nie będą takie same i niejednokrotnie będą ze sobą kolidowały. W konsekwencji, zbiorowości ludzkie nie są wolne od podziałów wewnętrznych. Zróżnicowanie w obrębie społeczeństwa jest czymś normalnym. Grupowanie się dzięki skłonności do kooperowania, sprzeczności celów i metod ich osiągania całkowicie nie usunie. Wzmacnianie dążności do współpracy – redukowanie płaszczyzn konfliktogennych – zawsze jest wartościowe. Współdziałanie, przecież nie będzie możliwe bez elementarnego zaufania potencjalnych kooperantów. Świetnie byłoby, jeśli zgłaszający zamiar odbudowania wspólnoty rozumieliby treść zdania wypowiedzianego w przeszłości przez polskiego ultramontanina: „(…) ale jedność dobra i cenna wtenczas, gdy prawdziwa, to jest kiedy ją osiągnąć można bez poświęcenia prawdy i sprawiedliwości, inaczej jedność jest tylko pozorna i czasowa”[2]. Tu tkwi sedno sprawy – nie można triumfować, gdy siało się nieufność między ludźmi!
Określony stopień napięcia utrzymuje się w społeczeństwie, ponieważ jednostki i grupy stale wzajemnie się porównują i oceniają. Komparatystyczno-weryfikacyjne podejście sprzyja korekcie własnych założeń i podejmowaniu prób przekonania konkurentów do współdziałania. Tak, zaostrzenie rywalizacji też zawsze wchodzi w grę, jednak agresywne „współzawodnictwo” w sferze imponderabiliów demokratycznej społeczności nie wzmacnia. Powtórzmy truizm: demokracja liberalna zasadza się na konsensusie, co nie oznacza że jest ona wolna od konfliktu. Wolność sprzyja sporom w ogóle. Gdy można swobodnie wybierać spośród różnych opcji nie ma gwarancji, że nasze wskazanie okaże się tożsame z preferencjami większości. Chcąc nie chcąc, trzeba uszanować uczciwy werdykt. Znalazłszy się w opozycji należy rzetelnie recenzować zwycięzców i przygotowywać się do przejęcia rządów.
Słyszy się, że pogłębiające się rozwarstwienie społeczne powoduje konflikt. Owszem, ale nierówności społeczne nie sprowadzają się tylko do wskaźników ekonomicznych. Równość społeczna to szlachetny, choć w praktyce wciąż trudny do zrealizowania, postulat. Warto starać się o jej urzeczywistnienie bacząc, iż nadmierny fiskalizm przyczynia się do pauperyzacji (notabene, pod płaszczykiem hojności często kryją się pokłady chciwości). Gdy prawo staje się zbójeckie miejmy pewność, że gdzieś jest herszt i jego „niwelatorska” banda. O efektach „wysysania kraju z grosza” pisał w XIX w. Walerian Kalinka m.in. w dziele Sejm Czteroletni oraz Galicja i Kraków pod panowaniem austriackim. Szkoda, gdy zasługujące na potępienie analogie historyczne stają się aż nadto wyraźne.
Ilość dóbr na świecie jest ograniczona. Nie każdy uzyska tytuł właścicielski, choć prawo ubiegania się o niego jednakowo nam przysługuje. Nie każdy zawłaszczy pożądane dobro, naznaczając je własnym trudem. Nawet w warunkach konstytucyjnie potwierdzonej równości szans roszczenia ogółu nie zostaną zaspokojone. Może się nam to nie podobać, lecz społeczeństwa są zhierarchizowane. Satysfakcja jednych i niezadowolenie innych – posiadanie, aspirowanie, nieporadność życiowa, konieczność solidarnego wspomagania wszystkich obiektywnie skrzywdzonych przez los, wreszcie pasożytnictwo – rodzą przeciwstawne interesy polityczne i uniemożliwiają ich pogodzenie. Zgoda wszystkich ze wszystkimi pozostanie marzeniem, które może być rozważane sensownie tylko na gruncie teologicznym. W praktyce następuje nieustanne antagonizowanie różnych grup społecznych. Intensywność wzajemnych ataków zależy od fazy cyklu wyborczego, lecz to wciąż demokracja.
Pojednawcze tony brzmią miło. Realiów nie zmienią, a co najwyżej symbolicznie ostudzą emocje. Podziały socjopolityczne odznaczają się znaczną trwałością. Niemniej jednak, dążenie do spłycenia „wewnątrznarodowego rowu”, nie tylko w wymiarze materialnym, łatwiej zainicjować rządzącym, ponieważ: „Im kto wyżej stoi, tym więcej do pierwszego kroku obowiązany, bo tym łatwiej mu się poniżyć;”[3]. Wytrawny polityk i uczciwy obywatel („2w1”) zdaje sobie sprawę, że zabiegając o zdobycie lub utrzymanie jakiegokolwiek stanowiska lepiej wystrzegać się fałszu. Szkoda także wierzyć w absolutnie skuteczne „immunizowanie” elektoratów. Mimo upływu czasu wciąż doniośle brzmią słowa wypowiedziane w Paryżu w roku 1860 przez zmartwychwstańca, że: „Człowiek im zacniejszy, tym łatwiej da się raz pierwszy oszukać; ale tylko nierozsądny zawierza po raz drugi tym samym, którzy raz już dobrej jego wiary nadużyli”[4]. Nikogo nie powinno obrazić stwierdzenie, że tzw. „beton” również obserwuje i sądzi. Przede wszystkim wyborcy, ci zdeklarowani i ci labilni, to indywidualne osoby nie stanowiące jakiegoś „ciemnego ludu”. Okresowo chcą i potrafią wybrać, a następnie mierzą się z konsekwencjami dokonanego wyboru. I wnioskują… W tym miejscu warto zacytować fragment kazania wygłoszonego jesienią 1842 r. na obczyźnie przez polskiego patriotę: „Jesteśmy wolni, tego nikt zaprzeczyć nie może; jesteśmy więc odpowiedzialni, czemu przeczyć jest interesem namiętności naszych. Cokolwiek bądź, Bóg szanuje wolność naszą, aby czynności nasze były prawdziwie moralne, to jest były wypływem naszej woli i wolnego wyboru ”[5].
Niestety do roboty politycznej nierzadko najmują się specjaliści od wszelkiej maści wykopów, rozkopów i przekopów. Ich aktywność przesłania lub niweczy wysiłki ekspertów od zasypywania, łatania czy cerowania tych z mozołem drążonych dziur. Cóż, fotki w kasku, kufajce i z łopatą to nie nowość. Patrzysz i widzisz tę miłą oku zwyczajność i sprawczość ekipy zarządzającej państwem. Zbiorowe emocje niosą polityków do władzy. Fatalnie, gdy nieszczerze zapewniają obywateli, że w razie wygranej będą piastować urząd unikając faworyzowania lub lekceważenia określonych grup społecznych. Zwłaszcza język, jakim posługują się podczas kampanii zdradza intencje. Na nic zdaje się tłumaczenie komunikatu: ferworem rywalizacji wyborczej, prowokacją, manipulacją, niezrozumieniem kontekstu, podszeptami sztabowców etc. Przekaz werbalny i niewerbalny konkurentów, mogących poszczycić się przynależnością do intelektualnej elity danego kraju, analizuje się dokładniej niż np. rozmowę zasłyszaną w okolicach „monopolu”. Styl koncyliacyjny czy konfrontacyjny, przeświadczenie o własnej autonomii czy zależności, podejście perspektywiczne czy historyczne, otwartość czy ekskluzywizm można zdekodować z niewielką pomocą ekranu o dowolnej rozdzielczości. Multimedia umożliwiające całodobowy dostęp do informacji z pewnością pomogą części elektoratu podjąć decyzję, czy wybrać zwolennika sprawowania władzy według zasady: dziel i rządź czy może łącz i rządź. Istnym kuriozum wydaje się dopuszczanie możliwości prezentowania platformy wyborczej za pośrednictwem wybranych środków masowego przekazu. Media, które nie przeszły selekcji, to te o rzekomo nieodpowiedniej strukturze właścicielskiej oraz skrajnie upartyjnione. Zarzuty nie są nowe, a przecież na finish’u czas przyspiesza i liczy się maksymalizacja audytorium, w czym nie pomaga pandemia. Czyżby zapomniano, że niezdecydowani wyborcy nie muszą być odbiorcami ograniczającymi się do jednego multipleksu, portalu internetowego lub tytułu prasowego? Pocieszające, że „polityczni fobo” (syndrom – ang. fear of being out) mimo kampanijnych ekstrawagancji odpowiednio sklasyfikują pretendentów.
Z prawa i z lewa słyszymy, że chwila jest historyczna. Rzeczywiście. Oto bierzemy udział w śmiałym eksperymencie in vivo, gdy politycy próbują scementować popękane społeczeństwo utwierdzając istniejącą polaryzację. Rzeczywiście, byłby to ewenement, gdyby te zabiegi okazały się skuteczne! Ciekawe, czy wówczas przyznano by, że społeczeństwo posklejało się głównie dzięki obywatelskiej mądrości? Bardziej prawdopodobna jest wersja, że zbliżenie uznano by za efekt genialnej(?) strategii politycznej. Żarty żartami, ale nie da się ukryć, że niektóre działania na rzecz zmniejszenia nieufności między poszczególnymi grupami społecznymi kojarzą się z wezwaniem do ataku – frontalnego lub z przyczajki. Czyżby rodacy w XXI wieku nie rozumieli tego, co wydawało się oczywiste pokoleniu żyjącemu dwa wieki wcześniej, że: „(…) wojna domowa kazi charakter narodowy, rozdwaja umysły, kala serca i wiekuiste nieraz waśnie zasiewa”[6].
Obywatel powinien zachowywać czujność i myśleć pozytywnie o przyszłości, a współziomkom życzyć jak najlepiej. Konfliktów politycznych lepiej nie demonizować. W ustroju demokratycznym nudą nie wieje. Podstawą tego reżimu nie jest jednolitość i brak rywalizacji. Społeczeństwo nie powinno być zatomizowane, skoro egzystencja zawsze jest koegzystencją. Jean-Paul Sartre utrzymywał, że nie ma powszechnej „natury ludzkiej”, ale jest powszechna „kondycja ludzka”. Warunki ludzkiego życia zawsze są te same: koniczność pracy, konieczność obcowania z innymi i konieczność śmierci. Podkreślał też, że traktując Drugiego podmiotowo na nowo utwierdzamy swoją wolność, ponieważ uświadamiamy sobie jej ograniczenia. Zdajmy sobie sprawę, że odtworzenie zgodnej wspólnoty nie może wiązać się z równoczesną utratą wolności różnienia się. Wielkim wyzwaniem jest odbudowanie wspólnoty – wspólnoty zaufania i okazywania sobie wzajemnego szacunku. Czy zabiegający o ważny urząd politycy, jak deklarują, dokonają tego dzieła? Sami zapewne nie, ale nie można tracić wiary, że elektoraty to pełni dobrej woli obywatele. Wszyscy obywatele Rzeczpospolitej Polskiej!

M.E.D.

[1] H. Kajsiewicz, Kazanie o pokucie, [w:] Hieronim Kajsiewicz. O duchu rewolucyjnym. Wybór pism, wstępem opatrzył B. Szlachta, Kraków 2009, s. 47.
[2] H. Kajsiewicz, List otwarty do braci księży grzesznie spiskujących i do braci szlachty niemądrze umiarkowanych, [w:] Hieronim Kajsiewicz. O duchu rewolucyjnym. Wybór pism, wstępem opatrzył B. Szlachta, Kraków 2009, s. 269.
[3] H. Kajsiewicz, Kazanie o jedności z miłości bożej, [w:] Hieronim Kajsiewicz. O duchu rewolucyjnym. Wybór pism, wstępem opatrzył B. Szlachta, Kraków 2009, s. 88.
[4] H. Kajsiewicz, Nauka o władzy doczesnej papieża, [w:] Hieronim Kajsiewicz. O duchu rewolucyjnym. Wybór pism, wstępem opatrzył B. Szlachta, Kraków 2009, s. 159-160.
[5] H. Kajsiewicz, Kazanie o rządach Opatrzności, [w:] Hieronim Kajsiewicz. O duchu rewolucyjnym. Wybór pism, wstępem opatrzył B. Szlachta, Kraków 2009, s. 18.
[6] H. Kajsiewicz, Kazanie o rządach Opatrzności, [w:] Hieronim Kajsiewicz. O duchu rewolucyjnym. Wybór pism, wstępem opatrzył B. Szlachta, Kraków 2009, s. 31.