SARS-CoV-2 wnika do organizmu głównie przez nos. Jednym z objawów infekcji jest upośledzenie węchu. Myśl, że problemy z drożnością przewodów nosowych mogłyby utrudniać rozpoznanie zapachu psucia się demokracji powinna niepokoić. Skalę ewentualnego problemu można by poznać jedynie dzięki powszechnym testom dwojakiego rodzaju. W Polsce to zadanie jest raczej niewykonalne. Po pierwsze, testy genetyczne – te najbardziej wiarygodne są drogie, liczy się czas, zdolności organizacyjne i moce przerobowe laboratoriów diagnostycznych. Po drugie, bezpośredni test wyborczy w dobie zarazy najpewniej zdeformuje absencja, znacząco wyższa niż w czasach nieekstraordynaryjnych. Wziąwszy pod uwagę wybory do Parlamentu Europejskiego z 26. 05. 2019 r. oraz wybory do Sejmu i Senatu Rzeczypospolitej z 13. 10. 2019 r. trzeba przyznać, że partycypacja wyborcza zaczęła rosnąć. Nadal jednak stopień udziału w święcie demokracji daleki był od ideału. Rządzący w znakomitej większości sądzą, że nowa pandemiczna rzeczywistość wymusza nowe polityczne rozwiązania.
W demokratycznym państwie prawnym ludzi do heroizmu zmuszać nie można. Obowiązki obywatela wymieniono w rozdziale II Konstytucji z dnia 2 kwietnia 1997 r. (art. 82-86). Wśród nich znajduje się zapis, że każdy ma obowiązek przestrzegania prawa Rzeczypospolitej Polskiej (art. 83). Szczególna odpowiedzialność ciąży na obywatelach-urzędnikach. Działając na podstawie i w granicach prawa (art. 7) muszą zatroszczyć się o sprawne i legalne funkcjonowanie machiny państwowej. Zorganizowanie konkretnych wyborów w odpowiednim trybie reguluje ustawa Kodeks wyborczy. Kalendarz wyborczy dotyczący terminów czynności wyborczych określa Postanowienie Marszałka Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej. Zaraza naruszyła normalność de facto uniemożliwiając prowadzenie tradycyjnej – „kontaktowej” kampanii wyborczej. Terminarz czynności wyborczych został poważnie zaburzony. Niemniej trudno sobie wyobrazić, aby wybory najważniejszego przedstawiciela Rzeczypospolitej Polskiej i gwaranta ciągłości władzy państwowej czyli Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej (art.126 ust. 1) mogły być przekładane w nieskończoność. Miejmy nadzieję, że szansa na rzeczywiste uporanie się z epidemią Covid-19 jest znacząco większa niż na poprawę jakości powietrza, którym oddychamy na co dzień. Obserwując przebieg walki z epidemią i równoległy bój polityczny trzeba sobie zadać pytanie: po co wybierać między zdrowiem i życiem, a postawieniem znaku 'x’? Ważne, żeby żyć i cieszyć się jako takim zdrowiem. Ważne, żeby żyć w ustroju, który chroni życie w jako takim zdrowiu. Ważne, żeby wybory zapewniały alternację i legitymizację władzy. Demokracja wyposażona jest w odpowiednie ku temu instrumenty. Dzięki nim może przetrwać czas naporu różnych nieszczęść. O stanach nadzwyczajnych traktuje rozdział XI polskiej ustawy zasadniczej.
Aktualnie forsowany wariant hybrydowy wyborów Prezydenta Rzeczypospolitej, zakładający możliwość oddania głosu w lokalu wyborczym lub korespondencyjnie, nie jest wolny od ryzyka. Lekarze na całym świecie z różnym skutkiem stosują terapie eksperymentalne. Zastanawiające, czy demokracja może odnieść korzyść w następstwie niestandardowego leczenia? Nie wystarczy argumentować, że głosowanie korespondencyjne jest bezpieczniejsze. Nie każdy obywatel będzie wiedział jak dopełnić wymaganych formalności. Pewnie nie każdy zdąży. Ci którzy wezmą udział w „badaniu klinicznym” chcieliby mieć pewność, że oddali głos ważny i to w sposób niepozwalający weryfikować ich politycznych preferencji, które w przyszłości mogłyby być przeciwko nim wykorzystane.
Pandemia jest faktem. Mamy stan epidemii. Taka jest nasza niezwyczajna rzeczywistość, ale wciąż decyzja o uczestniczeniu bądź nieuczestniczeniu w wyborach zwyczajnie należy do każdego posiadającego prawa wyborcze obywatela. Najważniejsze, żeby całokształt procesu wyborczego podkreślał demokratyczny charakter państwa!
M.E.D.