Kategorie
Bez kategorii

Zdradzony humanizm – gdy to, co ludzkie staje się obce.

Codzienność przekonuje o konieczności uwrażliwienia obywateli na przejawy manipulacji. W dyskursie publicznym notorycznie pojawia się zbitka pojęciowa „ideologia LGBT”. Graficzny znak „+” konsekwentnie pomija się, ponieważ odbiorcom „binarnego” przekazu powinien się on jednoznacznie tj. korzystnie kojarzyć. Trzeba wyraźnie zaznaczyć, że wspomniane połączenie jest nieuprawnione, ponieważ pozbawione sensu. Skrót LGBT+ to oszczędna forma zapisu nazw różnych (bynajmniej nie wszystkich) tożsamości płciowych i orientacji seksualnych. Odmienność preferencji w sferze życia erotycznego to fakt. Stwierdzenie, że uprawianie miłości w świecie organizmów żywych nie jest ograniczone do heteronormatywności nie jest żadną ideologią. To najprostszy opis obserwacji funkcjonowania przyrody, której człowiek jest częścią. Rzeczywiście, dobór jednopłciowy nie jest wariantem dominującym, co można łączyć z instynktownym pragnieniem zapewnienia trwałości gatunków. Różnorodność zachowań w obszarze odpowiadającym za reprodukcję nie jest aberracją, ale uwarunkowaniem naturalnym.

Nienawistny stosunek, zwłaszcza do ludzi homoseksualnych, stanowiących tylko pewną część mniejszości nieheteronormatywnych, wymaga potępienia. To nienormalna, wręcz fanatyczna ekscytacja odmiennością kształtowania pożycia intymnego przez innych, głównie nieznanych osobiście członków społeczeństwa. Reprezentanci środowisk LGBT+ nie narzucają siłą komukolwiek niepodzielającemu ich stylu życia własnych przekonań i praktyk. Zrozumiałe, że jako mniejszość, zakładając iż żyją w demokratycznym państwie prawnym, domagają się uznania i poszanowania własnej tożsamości przez większość obywateli funkcjonujących w ramach „modelu tradycyjnego”. Formułowane pod adresem wszystkich „kochających inaczej” zarzuty są kłamliwe i krzywdzące. Parad równości, podczas których apeluje się o praktykowanie tolerancji przez ogół społeczeństwa, nie powinno postrzegać się jako wydarzeń promujących dewiacje. Uczestnicy kolorowych marszów nie podżegają do popełniania czynów zabronionych, które miałyby podłoże seksualne.
Dyskutowanie o potrzebie wprowadzenia wolnej od stereotypów edukacji seksualnej nie jest elementem jakiejś antychrześcijańskiej ofensywy ideologicznej lecz wyrazem troski o ogólne bezpieczeństwo. Świadomość własnego ciała warunkuje określanie granic nieprzekraczalnych dla wszystkich innych. Wówczas próba ingerowania w tę sferę skutkuje oporem i zgłoszeniem nadużycia. Rozhuśtaniu społecznych emocji służy hasło przeciwstawiania się „seksualizacji dzieci” i powoływanie się na dokument opracowany przez Światową Organizację Zdrowia, rzekomo nakłaniający do uczenia dzieci masturbacji. Rzecznicy tego stanowiska najwyraźniej zapomnieli, że człowiek w swoim rozwoju w sposób naturalny odkrywa własną intymność, a przyjemność temu towarzysząca ma charakter spontaniczny. Autoerotyka na najwcześniejszym etapie nie jest wyuczona, a dzieci podlegające obowiązkowi szkolnemu najpewniej już jej doświadczyły. Prawdziwym problemem jest ich niewiedza, co do natury czyhających na nie w tej materii zagrożeń. Zastanawiające, że racje przeciwko uświadamianiu nieletnich formułowane są w środowiskach podejrzewanych, a nawet oskarżanych o seksualne nadużycia.
Pedofilia zawsze jest zboczeniem i przestępstwem. Proponowana niegdyś chemiczna kastracja byłaby jedynie działaniem następczym i nie zmieni faktu, że krzywda już została wyrządzona. Ofiary zmagać będą się z traumą do końca życia. Ważniejsza jest prewencja, a tę zapewniłaby jedynie nowoczesna i powszechna edukacja seksualna, w której rażące braki ma większość dorosłych. Możliwe, że tu tkwi źródło agresji wobec osób „niestandardowych”. Dobrze byłoby żywić przekonanie, że oświeceni obywatele są bardziej otwarci i życzliwie nastawieni do świata. Wiedza i tolerancja nie zagrażają wierze, tym bardziej ufundowanej na przykazaniu miłości bliźniego. Umacnianiu więzi społecznych służyłoby uznanie, że skoro Bóg stworzył świat z całą jego różnorodnością, to i miłość w tym świecie niejedno ma imię, a selektywne traktowanie dzieła Stwórcy jest grzechem. Nie inaczej rzecz się ma z tęczą – pięknym zjawiskiem ukazującym się na niebie. Wielobarwny łuk nie wyszedł spod pędzla ludzkiego artysty i ma charakter uniwersalny! Tęcza może być symbolem znamionującej świat naturalnej różnorodności, lecz nie dyskryminacji praktykowanej intencjonalnie głównie przez ludzi.
Wszyscy, niezależnie od stosunku do wiary, powinni traktować się wzajemnie tak, jak chcieliby sami być traktowani przez innych. Łatwo deklarować, trudniej wcielić w czyn, ale warto się postarać. Oznaką podążania we właściwym kierunku byłoby skończenie z obsesyjnym analizowaniem, co jakiś X czy jakaś Y robi w swojej sypialni, z kim i w jaki sposób i czy jego lub jej zachowanie zgadza się z praktyką jakiejś większości. Większość i mniejszość to arytmetyka, ale jednostka to konkretna osoba, która czuje przykrość, poniżenie i odarcie z godności. Minimum empatii i rozwagi w doborze słów nigdy nie szkodzi. Nie powinno się wolności słowa zamieniać w wolność pogardy, która wsparta argumentem siły w zeszłym stuleciu zrodziła dramatyczne skutki. Mając powyższe na uwadze ustanawiajmy i rozszerzajmy strefy wolne od np. smogu, nędzy, analfabetyzmu, przemocy, lecz nie od ludzi mających własny, niegodzący w „dobro wspólne”, acz rozbieżny z większościowym, pomysł na życie miłosne.
Współcześnie edukacja obywatelska powinna stać się częścią ustawicznego kształcenia. W każdym kraju życie publiczne zmienia się pod wpływem wyzwań postnowoczesności. Pożądane inkluzywne sposoby rozwiązywania problemów społecznych (postępująca delaboryzacja, katastrofa klimatyczna rzutująca na energetykę, kryzys zdrowotny o charakterze globalnym) wymagają przygotowania wszystkich stron uczestniczących w ich wypracowaniu. Niedostatek odpowiedzialnych obywateli dowodzi słabości państwa. Silnym i sprawnym nie stanie się kraj, którego mieszkańcy bezceremonialnie przyczyniają się do marnowania publicznych pieniędzy. Czyż można inaczej traktować dewastację wspólnej infrastruktury wykorzystywanej jako narzędzie w walce światopoglądowej podczas demonstracji? Z kolei ludzie, którzy ucierpieli podczas ulicznych burd nieświadomie powodują obniżenie jakości świadczeń udzielanych przez publiczną służbę zdrowia w ramach SOR. Nie ma znaczenia, że stan przeciążenia jest miejscowo i czasowo ograniczony, skoro wszystkie procedury są wycenione, a czas oczekiwania na ich realizację dramatycznie się wydłuża, gdyż ilość personelu jest ograniczona. Celowe ranienie przeciwników ideowych godzi w całą społeczność na terenie objętym konfliktem, ponieważ usuwanie skutków przemocy wiąże się z uszczupleniem jej zasobów.
Zakotwiczywszy artykuł w przeszłości, czas rzucić okiem na teraźniejszość. Wrażenie nie jest przyjemne. Przygotowujemy się do przeprowadzenia i uczestnictwa w wyborach Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej. Aktywność wirusa SARS-CoV-2 zadania nie ułatwia. Swobodnie oddychać w masce się nie da, ale i bez osłony wyczuwa się zgęstnienie atmosfery. Słoneczna, aczkolwiek zmienna aura, z jednej strony sprzyja oczyszczaniu się powietrza i symbolicznemu nawadnianiu wysychającej ziemi, a z drugiej strony niszczycielska moc żywiołów każe ludziom obawiać się o życie i dobytek. Świetnie, że coraz większa liczba osób ubezpiecza się. Przynajmniej pod względem materialnym czują się bardziej chronieni. Wątpliwe, żeby wszyscy dysponujący odpowiednią polisą mogli ubezpieczyć się od napaści słownej. Jej ofiarą niektórzy mogliby się stać np. z powodu własnej, nieujawnianej wszem i wobec, nieheteronormatywności. Odhumanizowywanie ludzi w ogóle, a szczególnie tych identyfikujących się z określoną mniejszościową grupą społeczną, zawsze jest nie fair. Minimum kultury osobistej i wymóg szanowania drugiego człowieka wymagałby liczyć się z faktem, że jeden z kandydatów mógłby wprowadzić do pałacu na Krakowskim Przedmieściu Pierwszego Gentelmana. Niestety z dużą dozą prawdopodobieństwa można założyć, iż tegoroczna, jakże krótka i brutalna kampania wyborcza, z niejednego zrobi drania. Czymże jest walka wszystkich przeciwko wszystkim, gdy wszystkie zapewniające skuteczność chwyty są dozwolone? Ano, taki stan natury w pigułce. Niezależnie od wyniku zmagań walczący politycy sobie poradzą, ale publika dozna szkód moralnych. Nie, nie dlatego, że zwycięży ten, czy ów pretendent. Szkodzą słowa, których używa się, aby wyróżniać, oceniać i zniekształcać rzeczywistość. W mniemaniu ceniącego pluralizm obywatela różnice nadają światu wielobarwność. Ten typ, szarzyzną z jej odcieniami, jako rozmywającą kontury, się nie zadowoli. Tylko wyraźne istnienie wielu niejednakowych opcji umożliwia realny wybór. Wolny człowiek, to człowiek wybierający to, co materialne i to, co niematerialne. Nic w tym dziwnego, że nie orientujemy się na te same wartości, więc nasze wskazania ich reprezentanta także będą odmienne. Większa wzajemna wyrozumiałość to ważny składnik „dobra wspólnego”. Wiele się o nim czyta i mówi, lecz czy można je uchwycić w codzienności? Warto zważać, jakie słowa kieruje się pod adresem innego człowieka – konkretnego lub całych grup. Wobec trudności, których doświadczamy potrzebujemy autentycznej solidarności, a nie sączącej się zewsząd złości i nienawiści. Mamy wspólny cel – przetrwać epidemię, ograniczając straty każdego rodzaju. Jeżeli moralność dozna uszczerbku, to nie dlatego że głową państwa zostanie ta, a nie inna osoba. Strata pojawia się, gdy ludzie myślą o sobie nawzajem dostosowując się do szablonów wykrawanych przez polityków kochających władzę. A politykiem nie zostaje się władzy nie ceniąc w ogóle!

M.E.D.